Przejdź do głównej zawartości

MONK

Człowiek o oryginalnym imieniu - Thelonious. Pianista, kompozytor, aranżer. Geniusz. Autor słynnego "Round Midnight", znanego też jako "Round About Midnight", który stał się najczęściej wykonywanym standardem jazzowym. W swoich początkach muzycznych, nie bardzo akceptowany przez publiczność. Dziś ikona jazzu. Jego utwory tak charakterystyczne, że rozpoznawalne nawet w dość egzotycznych wykonaniach, nawet na zupełnie niejazzowym instrumentarium. Jako człowiek również dosyć oryginalny, by nie powiedzieć szalony. Coltrane wspomina, że potrafił wyjść w czasie koncertu, po dwóch kawałkach, pozostawiając go samego z sekcją rytmiczną, co na początku wydawało mu się przerażające, ale później okazało się niezmiernie pouczające. Podczas ostatnich tras koncertowych Monk nie odzywał się do nikogo. Podobno dlatego, że lekarze użyli elektrowstrząsów, chociaż rodzina twierdzi, że winne były zbyt silne psychotropy. A może, po prostu zamknął się w swoim muzycznym bąblu. Tam był tylko on i jego muzyka. Na szczęście trafił na inną osobę o oryginalnym imieniu: Pannonica. A właściwie baronowa Kathleen Annie Pannonica de Koenigswarter, z dynastii Rothschild, nazwana największym mecenasem jazzu. Wydziedziczona przez rodzinę po rozwodzie, przeniosła się z Europy do Nowego Jorku, gdzie bez reszty pochłonęła ją muzyka. Opiekowała się Charliem Parkerem, a Coltrane z Monkiem wspominali jej dom jako miejsce ciągłego grania w towarzystwie dużej ilości wina. Monk był w tamtych czasach inspiracją dla wielu artystów i wielu chciało z nim grać. Do nagrania płyty zaprosił go nawet Miles Davis, jednak Monk nie zrezygnował z grania w swoim wyrazistym stylu, co sugerował Miles, więc wieść głosi, że został wyrzucony z sesji po nagraniu jednego kawałka (próbowali dwa razy) i o mały włos nie doszłoby do bójki. Jednak, co paradoksalne, krytycy twierdzą że Monk stworzył wtedy swoje najlepsze solo w karierze. Całkowicie się z nimi zgadzam i proszę bardzo, oto przed Państwem Bags' Groove. Ps. W czasach Przedantycznych można było posłuchać tego kawałka z vinyla wydanego przez rosyjską Melodię - Majs Dejwis i Giganty Sawriemiennogo Dżaza.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

KIM JESTEŚMY?

KIM JESTEŚMY? Pytacie nas ki m jesteśmy. Właściwie to nikt nas nie pyta, ale przyuważyliśmy, że różnej maści blogerzy/vlogerzy używają tekstu "pytacie nas", żeby sprawić wrażenie, że ktoś się nimi interesuje. Więc korzystamy z dobrego patentu. Skoro zatem chcecie wiedzieć, to posłuchajcie. Redakcja AP to na ogół trzech gości: Marian Kozubko - nasz specjalista od antycznego jazzu. Nie ogarnia technologii i w ogóle niewiele już rozumie. Maluje, spaceruje z żoną i psami, a w wolnych chwilach praktykuje jako inżynier... nie powiemy z jakiej branży, bo to tajemnica. Drugi gość to Wsiewołod Blemenblaum - humanista, wykształciuch, obieżyświat. Zwykle jest w drodze i jak najdzie go wena, przesyła nam korespondencje z różnych zakątków świata. I wreszcie naczelny - Helmut Białostocki. Też inżynier, który pracuje zawodowo, jak ma ochotę (ale nieczęsto mu się to zdarza). Najpłodniejszy z tej trójki. Pisze o wszystkim i o niczym. Trudno coś więcej o nich powiedzieć. Stare ateistyczne lewa...

PRÓBY EMANCYPACJI MĘŻCZYZN. NIEUDANY EKSPERYMENT SPOŁECZNY?

  W pierwszej nanosekundzie po Wielkim Wybuchu, kiedy Podlasie istniało już od 1 nanosekundy, żeńska materia zaczęła organizować świat i dbać o pierwotną nukleosyntezę (czyli fuzję protonów i neutronów w złożone jądra atomowe, zwłaszcza deuteru i helu). W miarę rozwoju wszechświata, władzę przejmowały coraz bardziej złożone struktury materii, a w końcu organizmy żywe. Matriarchat był jednak zawsze niepodważalnym prawem, na którym opierała się Natura. Jednak na Podlasiu, gdzie zawsze rodziły się nowe, progresywne trendy naukowe, kulturowe i społeczne, powstała koncepcja, wedle której mężczyźni powinni uzyskać samodzielność i spróbować żyć na własnych prawach, ale też sami zadbać o swój byt. Na początku idea ta wydała się czymś absurdalnym. Nic nie wskazywało na to, że są to istoty zdolne do czegokolwiek poza wychodzeniem z kolegami na piwo. Najpierw pod pozorem polowań i wojen, potem wspólnego oglądania igrzysk, a wreszcie - w czasach realnego socjalizmu - bez żadnych pozorów. Po pr...

John McLaughlin "Binky's Beam /Binky`s Dream".

Dzisiejszego poranka zadzwonił do mnie sam nadredaktor Antycznego Podlasia i szantażem wymusił współpracę. Obsadził mnie w charakterze recenzenta muzycznego, twierdząc że po kilku piwach robię wrażenie wyjątkowego znawcy. Wiedział, że najlepiej łapie się mnie na pochlebstwa, więc się zgodziłem. Tak więc witam wszystkich Antycznych Fanów. Nie wiedziałem jakim kluczem posłużyć się by znaleźć coś na otwarcie, więc poszedłem śladem najlepszego debiutu w jazzie, wszak to też mój debiut. Oto przed Państwem „Extrapolation” wirtuoza gitary Johna McLaughlina, nagrana w 1969 roku. Na płycie pojawili się jeszcze Brian Odges – bass, Tony Oxley – perkusja oraz John Surman na saksofonach (ach ten baryton!!!). Pierwszy raz słuchałem tej płyty jeszcze w czasach antycznych, na strychu mieszkania Lucka Janowicza (syna Sokrata), paląc papierosy Mars i pijąc tanie wino (nie pamiętam marki). Zachwyciła mnie wtedy i trzyma ten zachwyt do dziś. Oszczędna w środkach i nie tak błyskotliwa jak Piątkowa Noc w S...