Przejdź do głównej zawartości

Duke Ellington i John Coltrane „In A Sentimental Mood”


Są artyści, którzy mnie irytują, a mówiąc językiem przedantycznym w.k.u.r.w.i.aj.ą. Mocno. Tak do końca, nie zawsze wiem dlaczego. Jest w nich coś, co budzi u mnie rozdrażnienie i żeby nie oszaleć szybko łykam xanax i zapijam go wódką. Niestety to duża grupa, więc ciągle chodzę na haju. Przodują w niej Die Antwoord – adaptowali kalekie dziecko, żeby podbić sobie popularność, Adam Driver – aktor, który cały czas robi głupie miny, Greogorian - jakiż sadysta mógł wymyślić
mnichów śpiewających Metallicę (???), Pedro Pascal – miał pretensje do reżysera, że obsadził go w serialu, w którym nie musi się pojawiać na planie, bo go nie widać, Andrea Bocelli – ratunku jest wszędzie, Meryl Streep – za uśmiech, plus nasz polski do bólu Doktor Misio za wszystko. Ale najbardziej cierpnie mi ciało, kiedy gdzieś na horyzoncie pojawia się Tenacious D. Nie pomaga wtedy żaden mix alkoholu i środków uspokajających, ratuje mnie tylko jedna szczególna mptrójka, przygotowana na tę okazję w telefonie. Włączam ją i nagle znajduję się w bezczasie i bezmiejscu. Trzy takty fortepianu Ellingtona i w czwartym pojawia się miękki i tulący sound saksofonu Coltrane`a. Utwór z czasów kiedy brzmienia nie korygowało się suwakami na konsolecie, a Coltrane uzyskiwał je samym zadęciem oraz poprzez docinanie drewnianych stroików w saksofonie. Podobno w czasie prób kosz na śmieci był pełen zepsutych stroików. Dużo zniszczonych, ale ten jeden zagrał cudownie.

Dziś chciałbym się tą piosenką z Wami podzielić. Duke Ellington i John Coltrane „In A Sentimental Mood”. Może uratuje i Was jak się dowiecie, że na tegorocznym Przystanku Woodstock zagra Ich Troje.



Marian Kozubko
14.06.2024

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

KIM JESTEŚMY?

KIM JESTEŚMY? Pytacie nas ki m jesteśmy. Właściwie to nikt nas nie pyta, ale przyuważyliśmy, że różnej maści blogerzy/vlogerzy używają tekstu "pytacie nas", żeby sprawić wrażenie, że ktoś się nimi interesuje. Więc korzystamy z dobrego patentu. Skoro zatem chcecie wiedzieć, to posłuchajcie. Redakcja AP to na ogół trzech gości: Marian Kozubko - nasz specjalista od antycznego jazzu. Nie ogarnia technologii i w ogóle niewiele już rozumie. Maluje, spaceruje z żoną i psami, a w wolnych chwilach praktykuje jako inżynier... nie powiemy z jakiej branży, bo to tajemnica. Drugi gość to Wsiewołod Blemenblaum - humanista, wykształciuch, obieżyświat. Zwykle jest w drodze i jak najdzie go wena, przesyła nam korespondencje z różnych zakątków świata. I wreszcie naczelny - Helmut Białostocki. Też inżynier, który pracuje zawodowo, jak ma ochotę (ale nieczęsto mu się to zdarza). Najpłodniejszy z tej trójki. Pisze o wszystkim i o niczym. Trudno coś więcej o nich powiedzieć. Stare ateistyczne lewa...

PRÓBY EMANCYPACJI MĘŻCZYZN. NIEUDANY EKSPERYMENT SPOŁECZNY?

  W pierwszej nanosekundzie po Wielkim Wybuchu, kiedy Podlasie istniało już od 1 nanosekundy, żeńska materia zaczęła organizować świat i dbać o pierwotną nukleosyntezę (czyli fuzję protonów i neutronów w złożone jądra atomowe, zwłaszcza deuteru i helu). W miarę rozwoju wszechświata, władzę przejmowały coraz bardziej złożone struktury materii, a w końcu organizmy żywe. Matriarchat był jednak zawsze niepodważalnym prawem, na którym opierała się Natura. Jednak na Podlasiu, gdzie zawsze rodziły się nowe, progresywne trendy naukowe, kulturowe i społeczne, powstała koncepcja, wedle której mężczyźni powinni uzyskać samodzielność i spróbować żyć na własnych prawach, ale też sami zadbać o swój byt. Na początku idea ta wydała się czymś absurdalnym. Nic nie wskazywało na to, że są to istoty zdolne do czegokolwiek poza wychodzeniem z kolegami na piwo. Najpierw pod pozorem polowań i wojen, potem wspólnego oglądania igrzysk, a wreszcie - w czasach realnego socjalizmu - bez żadnych pozorów. Po pr...

John McLaughlin "Binky's Beam /Binky`s Dream".

Dzisiejszego poranka zadzwonił do mnie sam nadredaktor Antycznego Podlasia i szantażem wymusił współpracę. Obsadził mnie w charakterze recenzenta muzycznego, twierdząc że po kilku piwach robię wrażenie wyjątkowego znawcy. Wiedział, że najlepiej łapie się mnie na pochlebstwa, więc się zgodziłem. Tak więc witam wszystkich Antycznych Fanów. Nie wiedziałem jakim kluczem posłużyć się by znaleźć coś na otwarcie, więc poszedłem śladem najlepszego debiutu w jazzie, wszak to też mój debiut. Oto przed Państwem „Extrapolation” wirtuoza gitary Johna McLaughlina, nagrana w 1969 roku. Na płycie pojawili się jeszcze Brian Odges – bass, Tony Oxley – perkusja oraz John Surman na saksofonach (ach ten baryton!!!). Pierwszy raz słuchałem tej płyty jeszcze w czasach antycznych, na strychu mieszkania Lucka Janowicza (syna Sokrata), paląc papierosy Mars i pijąc tanie wino (nie pamiętam marki). Zachwyciła mnie wtedy i trzyma ten zachwyt do dziś. Oszczędna w środkach i nie tak błyskotliwa jak Piątkowa Noc w S...